dobry mąż zła żona

Dobry mąż to zła żona

 

Nie wiem jak zacząć, bo temat ma tyle porozrzucanych wątków, że gubię się nawet o tym myśląc. Aspektów jest cała masa, ale spróbuję ugryźć tak, żeby bolało jak najmniej.

 

Czy jako żona/partnerka i matka poczułaś się kiedykolwiek gorsza od swojego męża/partnera i ojca swoich dzieci? Jestem przekonana, że tak. Jestem też pewna, że tobie osobiście nie przeszłaby przez głowę taka myśl. Poczułaś się tak, bo w ten sposób myślą o tobie inni ludzie.
Spoko, o mnie też.

 

Jako partnerka czasem słyszysz, że powinnaś swojemu facetowi gotować, sprzątać wasz dom (nikogo nie obchodzi, że brudzicie go wspólnie), że jak jest chory to pewnie zrobiłaś coś nie tak albo co musisz zrobić aby było by lepiej. Czy twój facet też słyszy takie sugestie? Tylko w żartach po piwku.
I takie podejście praktycznie w każdej dziedzinie życia się przejawia. Jeśli z kolei facet jakoś ewidentnie nawala (nałogowo, zawodowo, finansowo, emocjonalnie) to w dziwny sposób (ale tylko dla ciebie dziwny) cały świat milczy i nie widzi w tym nic złego. Bo to facet.

 

Dobry mąż musi:

– nie pić
– nie bić
– wychodzić do pracy

 

I tyle. Mam wrażenie, że jestem totalnie nienormalna, że wymagam od faceta więcej niż powyżej. I nawet specjalnie nie mogę się poskarżyć na cokolwiek bo zaraz słychać przecież przynosi pieniądze do domu albo ciężko ma, przecież pracuje. Daj mu odpocząć i nie narzekaj. Ja nawet komentować tego nie będę, szkoda mi sił.

 

Reasumując, w opinii zdecydowanej większości społeczeństwa (które mam wrażenie otacza mnie zbyt szczelnie)

dobry mąż musi:

– pracować
– nie zdradzać żony (albo dobrze to ukrywać)
– wracać po pracy do domu (nie ma najmniejszego znaczenia co w nim robi i czy w ogóle. Wystarczy, że jest, a ty żono się ciesz)

 dobry mąż zła żona

Mnie to nie wystarcza. Tylko dziś nie o tym. Dziś o tym, że aby ciebie kobieto doceniono i pochwalono musisz (w porównaniu do faceta) przenosić góry. Ale nie, poczekaj. Czy prowadząc dom, pracując zawodowo, wychowując dzieci i będąc zajebistą nie przenosisz gór?

Zatem co trzeba zrobić by być docenionym? Może zajść w ciążę i dzielnie znosić jej trudy jednocześnie robiąc to co do tej pory? Zobaczmy. Pamiętam jak dziś spotkanie ze znajomymi kiedy byłam na przełomie 7 i 8 miesiąca ciąży. I tekst do nas (mnie i męża): za ciebie hormony wszystko załatwią, ale ty DżoDżo jak się z tym czujesz? Pewnie ci ciężko? No i myślałam, że padnę po prostu.
Czyli nawet ciąża przebiega bez mojego udziału i wkładu? Czyli ja leżę i pachnę podczas gdy to wszystko co się dzieje i co dziać się będzie, nie wspominając o porodzie, umknie mi w natłoku nic nierobienia bo hormony? Czyli cała organizacji, zmiana, wysiłek i miłość, której muszę się przecież też nauczyć nic nie znaczy bo hormony?

Czy wystarczy urodzić żeby ktoś docenił to co zrobiłaś? Nic bardziej mylnego. DżoDżo był przez cały czas porodu przy mnie i on wie (ode mnie), że bez niego byłoby duuużo gorzej i że wiele mu zawdzięczam. Spisał się. Ale ale. Wracamy do domu, goście po kolei nas odwiedzają i co? Pierwszy tekst: tobie pomagała położna ale ty DżoDżo spisałeś się na medal. Jestem pod wrażeniem twojej postawy. Nosz kurwa.

 

I tu dochodzę do wniosku, że często uznajemy za normalne sytuacje, kiedy na głowie kobiety jest wszystko. Wtedy nawet usłyszy coś miłego, że jest heroską, dobrze sobie radzi. Albo w najgorszym wypadku nie usłyszy krytyki. Kiedy jednak para tworzy związek partnerski słychać czasem:
Boże, on nawet sam sobie skarpetki szyje.
Przecież on tyle w domu pomaga, na co ona narzeka.
Mój to nawet dziecku pieluchy nie zmienił a tu zobacz, na spacer małego zabiera.
Przecież on wszystko robi, a ona w domu siedzi. Do pracy by się wzięła.
I milion innych podobnych…

 

A może to dlatego właśnie kobiety biorą na siebie więcej i więcej. A może dlatego kobiety tłumią w zarodku nienaturalną ochotę mężczyzny do udzielania się w prowadzeniu wspólnego gospodarstwa albo w wychowaniu dzieci. W strachu przed krytyką albo w strachu przed umniejszaniem własnej pracy. W obawie przed banalizowaniem wysiłków kobiety.
Być może to właśnie dlatego, zupełnie podświadomie, kobiety robią z siebie męczennice pod tytułem: wszystko na mojej głowie, facet tylko siedzi przed telewizorem. A i wtedy usłyszy, że to i tak dobrze, bo nie szlaja się po barach…

 

A słyszałaś kiedykolwiek aby ktoś w odpowiedzi na mój facet pomaga mi w domu (nie robi ze mną na równi a pomaga! Jak przedszkolak mamusi!) tylko nie umie wyprasować ubrań usłyszał no faktycznie, mógłby się nauczyć jeśli potrzebuje wyprasowanych koszul. Dobre sobie. Kobieta prędzej dostanie zjebkę, że bez przesady, nie ma na co narzekać. I tak powinna się cieszyć. Inni mają gorzej. No właśnie. Inni mają gorzej. Ten tekst jest tak słaby że aż nie chce mi się komentować.

No tak, to może aby być zrozumianym musimy mieć źle. Aby móc się poskarżyć, tak po prostu, musimy mieć powód rzędu przepitej wypłaty albo siniaków?

 

Kochane, nie tędy droga. Ja się nie godzę na standardy innych. Ja się nie godzę na krzywdzącą opinię innych. I ostatecznie, ty sama wiesz najlepiej ile wysiłku kosztuje cię to co robisz. I doceń to, doceń siebie. Być może nikt inny tego nie zrobi. Więc pamiętaj. Twoje szczęście i spełnienie jest w tobie. Uśpione, ale jest. Obudź je, obudź się…

 
 
 
 

dobry mąż zła żona

Mama, socjolog, blogerka. Niepoprawna optymistka.
Cierpliwie łączę obowiązki z pasjami, odkrywam uroki wyzwań ambitnej mamy z prawdziwym i codziennym macierzyństwem. Książkoholiczka kochająca dobre jedzenie i nietolerująca ściemy. Pasjonatka urokliwych miejsc i ładnych rzeczy. Znajdziesz mnie tutaj

Może spodoba ci się

Perfekcyjnie nieperfekcyjni. Czyli jak skutecznie oszukiwać siebie

Jedna jedyna rzecz, która zniszczy każdą najlepszą relację a miłość zamieni w nienawiść

Rodzicielstwo zaczyna się od rodziców

Jedna jedyna sytuacja, kiedy Walentynki mają sens.

Jesteś w ciąży i czujesz, że Twój facet Cię nie rozumie? Koniecznie mu to pokaż!