walentynki

Jedna jedyna sytuacja, kiedy Walentynki mają sens.

 

W kinie ten dzień bywa trochę przejaskrawiony. I musisz wybrać, albo jesteś cały na czerwono, albo jako nieszczęśliwy singiel robisz światu na przekór i obchodzisz żałobę nad starannie hodowanym owłosieniem łydkowym.

 

Albo albo

W rzeczywistości natomiast jest delikatniej i trochę spokojniej, ale jednak dość podobnie. Ci w parach wybierają się zwykle na kolację i spędzają wieczór romantycznie szykując się od miesiąca tylko po to, by ostatecznie nie znaleźć wolnego stolika. Samotni jakoś rzadko mają coś do gadania. Buntują się wszechobecnej czerwieni, postulują przeciw obnoszeniu się z uczuciem, które na pokaz przecież nie jest. Że to zachodnia moda, która ma z nas wyciągnąć kasę. Kto ma rację?
Nie lubię wypowiadać się w tak kategoryczny sposób. Wóz albo przewóz. Ile osób tyle opinii. Ja jednak swoje zdanie mam, nic nie poradzę. Za chwilę je poznacie.

 

Ci, którzy są za

Zwolennicy Walentynek to zazwyczaj osoby w związku, albo samotne, ale upatrujące w tym dniu swojej szansy. Istnieje jakaś tam szansa, że sąsiad jednak wyczyta z naszych myśli, że czekamy na wiadomość i wykorzysta ten jeden jedyny dzień w roku.
A pary? To nic złego wykorzystać taki dzień jako okazję do randki. My rodzice wiemy najlepiej, że bywają takie momenty, że jeśli nie przystawi nam się lufy do skroni to my, miast wyjść do ludzi i się zabawić, wolimy zrobić pranie, umyć naczynia, albo… spać. I nic w tym złego. Ja na przykład, mogłabym przespać cały dzień na łóżku pełnym płatków róż. A jak już luby ogarnie wszelkie obowiązki i dziecię, to niech wskakuje i śpi obok mnie. A jakże, niech ma!
W natłoku spraw, obowiązków, czasem potrzeba kopa żeby podnieść wzrok znad usłanego brudnymi gaciami i porozrzucanymi zabawkami podłogi i dostrzec, że w oddali jest jakiś świat. Jest życie, tak inne od tego, które dźwigamy na barkach. Być może bez przymusu świętowania nawet nie zrobiłybyśmy makijażu? Nie mówiąc już o wyjściu…

 

Ci, którzy są przeciwni

Wierz mi lub nie, są i tacy, którzy są przeciwnikami Walentynek. Jakoś tak już jest na świecie, że zawsze ktoś się znajdzie. Jeśli to się ogranicza do własnego podwórka to spoko, każdy z nas a wybór. Gorzej jak podpalasz współlokatorce włosy żeby randka jej nie wypaliła (gra słów niezamierzona). Ok, ok. Spotkałam się z argumentem, że przyszło jak Hallowen żeby zabrać Wszystkich Świętych, że jak McDonald żeby utuczyć nasze dzieci. Coś w tym jest. Ale nie wydaje mi się bym była tak podatna na aktualną modę, że coś robi szał a ja bez zastanowienia lecę w ciemno.
Przeciwnicy postulują, że cały rok ludzie się mijają, nie widzą, by w Walentynki wylać się na ulicę by zalukrować dziury w związku na cały kolejny rok.

 

walentynki

 

Dla kogo Walentynki nie są

To nie kwestia tego czy aktualnie jesteś zakochany czy nie. Walentynki nie są przeznaczone dla osób, które nimi w jakikolwiek sposób miałyby dołować siebie lub innych. Wbrew pozorom, nie chcę odbierać świata i ludzi na nim żyjących jako zlepek świadomych pogarszaczy mojego nastroju. Nie po to jesteśmy, nie po to żyjemy. Przynajmniej ja. A dołowanie się, że obok nas nikt nie siedzi… Skoro nie jest na tyle wartościowy by usiąść obok nas to może lepiej siedzieć samemu? Możesz być dla samego siebie najlepszym towarzyszem. Samodzielnie nie znaczy samotnie.

 

A dlaczego ktokolwiek miałby mieć rację…

Jakoś tak się zawsze składa, że zupełne niespecjalnie wszystko podważam. Gdzieś ostatnio wyczytałam, ze nie wystarczy nauczyć dziecko czytać książki. Należy nauczyć je podważania wszystkiego co wyczyta. No to już wiecie, że mojej mamie się to udało.
Ja nie wypowiadam się przeciwko Walentynkom, nawet za nimi też nie. Są bo są. Jak ten dzień sprawia wam frajdę to super.
Otóż, Walentynki i ich świętowanie ma sens tylko wtedy, kiedy każdy dzień z ukochaną, bliską osobą wykorzystujesz do tego aby celebrować waszą miłość. Nie, nie chodzi o zarzucanie się balonami, czekoladkami i to wszystko na co na co dzień nie ma czasu, sił ani nawet kasy.

Chodzi o muśnięcie dłoni, kiedy mijacie się w korytarzu, rozmowy przy obiedzie choćby nawet był odgrzewany sprzed tygodnia. Niech każdy dzień będzie jak Walentynki…jeśli tego oboje chcecie. Jeśli chcesz mężu swojej żony sprawić jej przyjemność jakąkolwiek, jeśli dobrze jej życzysz, jeśli pamiętasz o niej kombinując jak wyrwać się od codziennych obowiązków choć na pięć minut. I ty żono, jeśli pamiętasz o swoim mężu, partnerze, kochanku. Wystarczy odrobina ciepłych myśli.

 

I szacunek. Największa miłość bez szacunku jest nic nie warta.

 

I tego wam życzę. Wzajemnego szacunku.

 
 
 
 
SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UDOSTĘPNIJ GO ZNAJOMYM!

Mama, socjolog, blogerka. Niepoprawna optymistka.
Cierpliwie łączę obowiązki z pasjami, odkrywam uroki wyzwań ambitnej mamy z prawdziwym i codziennym macierzyństwem. Książkoholiczka kochająca dobre jedzenie i nietolerująca ściemy. Pasjonatka urokliwych miejsc i ładnych rzeczy. Znajdziesz mnie tutaj

Może spodoba ci się

Rodzicielstwo zaczyna się od rodziców

Perfekcyjnie nieperfekcyjni. Czyli jak skutecznie oszukiwać siebie

Jedna jedyna rzecz, która zniszczy każdą najlepszą relację a miłość zamieni w nienawiść

Jesteś w ciąży i czujesz, że Twój facet Cię nie rozumie? Koniecznie mu to pokaż!

Dobry mąż to zła żona