spokojne-dziecko.jpg

Czy istnieje sposób na spokojne dziecko? Ja już go znam

 
Naszło mnie na rozważania, skończyło się na emocjonalnym wywodzie. Gdzie się nie rozejrzę, wszędzie słyszę jak dorośli opowiadają o swoich dzieciach (często w ich obecności i często nawet nie skarżąc się na nie a tak trochę pół żartem), że to mali tyrani, terroryści, rozpieszczone księżniczki, marudy, diabełki, złośnice, brudaski, głuptaski, że męczą rodziców, manipulują, itp. Czy tylko mnie się wydaje, że to nieświadome, podprogowe przekazywanie dzieciom informacji, że są mało fajne? Tych określeń jest cała masa. I żadne, nawet jak się bardzo uprę, nie podchodzi mi pod komplement. No więc ja się zastanawiam co dobrego chcemy uzyskać od kogoś nazywając go niedobrym? Nie trzeba wprost, nie trzeba przeklinać. A teraz powiedz tak o dorosłym albo do dorosłego. Też wydaje się takie urocze i niewinne?

 
 
spokojne-dziecko.jpg
 
 

Ale do rzeczy…

Jeśli zapytam cię, jakie pytania słyszysz najczęściej jako matka (szczególnie młoda) pewnie byłoby to: kiedy następne, pewnie mu zimno, gdzie czapeczka i może za mało zjadł? Mniej więcej oczywiście bo wersji tyle co ludzi. Mam to samo. Ale jest jedno pytanie, które słyszę wyjątkowo często. Brzmi ono: jak to robisz, że twoje dziecko jest takie spokojne?

 
 

I właśnie to jest dziwne bo…

nie robię zupełnie nic. A przynajmniej nic nadzwyczajnego. Ja nie porównuję dzieci. Nie wartościuję ich jako ludzi na podstawie ich zachowania. Nie kategoryzuję spokojny lub nie albo grzeczny lub niegrzeczny (te dwa słowa nawet nie występują w moim matkowym słowniku). Nie wartościuję ich rodziców i nie oceniam ich zaangażowania w wychowanie, a tym bardziej siły ich uczuć. Dla mnie moje dziecko jest spokojne nie dlatego, że faktycznie jest (obiektywnie nikt nie jest w stanie tego sprawdzić) ale dlatego, że ja wiem, że nie musi. I akceptuję każde jego zachowanie. Dlatego mnie nie bardzo przeraża zachowanie dziecka, które powszechnie mogłoby zostać uznane za problematyczne.

Być może właśnie dzięki pełnej akceptacji moje dziecko nie musi się miotać, walczyć o swoje zupełnie podstawowe prawo bycia sobą z całym wachlarzem emocji i cech, z własnym temperamentem i wszystkim na co nawet wpływu możemy nie mieć. Bo moje dziecko jest człowiekiem takim jak ja a ja również posługuję się pełnym wachlarzem uczuć. Od furii po anielską cierpliwość, od wkurwienia po łagodność i od płaczu i bezsilności po euforię i nadzieję. Bo mogę. Bo mam prawo. Bo to normalne.

A przecież uważam swoje dziecko za pełnoprawnego człowieka. Nie odmawiam mu żadnej z tych emocji. Staram się jedynie je ukierunkować, oswajać. Chcę żeby moje dziecko było ze sobą szczęśliwe. To znaczy, że nie ma cały czas okazywać radości. To znaczy, że ma akceptować samą siebie z każdą myślą, emocją i w każdej chwili, kolorowej czy nie. Ma to robić w pełnym poszanowaniu dla siebie i innych, nie krzywdzić. Moja empatia jest tu kluczem i wierzę, że dziecko, które pozna to uczucie będzie dobrym człowiekiem dla siebie i innych.

Moje dziecko nie jest spokojne, ono jest sobą. Płacze jak twoje, marudzi jak twoje, tupie i co tam jeszcze chcesz, również jak twoje i zapewne każde inne dziecko. Ale jest ogromna różnica pomiędzy dzieckiem rozumianym a tym, które rozumiane nie jest. To się zaczyna od pierwszych chwil życia. I nigdy się nie kończy. Tu w ogóle nie chodzi o to jak dużo dziecko płacze, czy się wierci, marudzi, jak sypia i jaki ma charakter czy temperament. Jak nie wiem ostatecznie czy moja metoda jest dobra, słuszna i czy za parę lat nie zrobię wielkich oczu, że jednak coś poszło nie tak. Póki co się sprawdza.

 
 
spokojne-dziecko.jpg
 
 

Bywa ciężko, ale wiedziałam, że tak właśnie czasem będzie 

To tak jak nie mający dzieci znajomi wypytują, jak to jest je mieć, być rodzicem. Czy faktycznie tak ciężko jak wszyscy mówią? Pewnie, że bywa ciężko, ale to nie znaczy, że to ciężko ma negatywne zabarwienie. Jest inaczej. Przecież jakieś pojęcie masz jak wygląda życie z dzieckiem. Przed porodem sama nigdy nawet nie trzymałam dziecka na ręku i wszystkie wydawały mi się jednakowymi kartoflami a mimo to wiedziałam, że będzie płakało, potrzebowało mnie częściej niż bym tego chciała (a nawet mogła), że kupki, kolki, rzucanie jedzeniem.

I skoro jesteśmy choć trochę świadome jak to wygląda to dlaczego ciągle ludzie pytają na przykład co zrobić żeby dziecko przesypiało całe noce. A kiedy dopytuję ile dziecko ma słyszę, że tydzień…

Pewnie znajdzie się parę takich osób, które stwierdzą, że się chwalę albo obrażam kogoś kogo dziecko spokojne nie jest. Jeśli tak, czytaj uważnie. Jestem ostatnią osobą, która w ten sposób wartościuje i ocenia. Od razu schowaj swój sprzeciw w kieszeń. Piszę o sobie. Ty rób jak uważasz. Nie musisz się ze mną zgadzać. Ale tu dochodzimy do sedna. Szacunek. Każdy wymaga go od dzieci ale tylko świadomi rodzice wiedzą, że sami muszą okazać go innym. Różnica poglądów nie ma tu żadnego znaczenia.

I tak, wie, piszę chaotycznie. Musisz mi to wybaczyć. Staram się jak mogę aby wyklarować jasny przekaż ale czasem może mi się nie udać. Lubię poezję, być może dlatego wiele myśli znajdziesz u mnie między wierszami.

 
 

spokojne-dziecko.jpg

 
 

No więc co takiego robię? 

Pozwalam na wszystko. Na wszystko co jest bezpieczne dla dziecka i innych, zarówno w aspekcie fizycznym, emocjonalnym, materialnym. Na wszystko co w mojej opinii nie szkodzi. Brudne ubrania to żadna strata. Wypiorę. Brak trosk i barier to klucz to szczęśliwego dzieciństwa.

Jednocześnie ustalając jasne granice. Uważam, że jasne granice to poczucie bezpieczeństwa. Granice to miejsce dbania o to co moje z jednoczesnym dbaniem o to co czyjeś. Granice to element wychowania, bezpieczna beztroska. Nie uznaję tzw. bezstresowego wychowania.

 

Szanuję i nigdy nie zapominam, że dziecko jest świadomą, niezależną i inteligentną jednostką. Od pierwszej chwili traktowałam córkę jak inteligentną, świadomą osobę. Nie znała języka mówionego i odgórnie ustalonych zasad dorosłych, ale to nie ma żadnego znaczenia. Przybyła z Kosmosu. Nawet to nie odbiera jej prawa do bycia niezależną jednostką (w sensie człowieczeństwa). Dla mnie to właśnie było czymś znakomitym – neutralna wobec norm, zasad i łatek, wartości, osądów, cywilizacyjna Tabula Rasa. Nic tylko czerpać i się uczyć.

Jednocześnie opiekując się nią i biorąc za nią odpowiedzialność. To oczywiste. Jestem jej mamą, opiekunką. Biorę za nią pełną odpowiedzialność a jej dobro i zdrowie są dla mnie wartościami nadrzędnymi. Ale nie przejmę kontroli nad jej umysłem, nie hoduję uległego robota.

 

Dbam o bezpieczeństwo. Jak wyżej – piekarnik, strome schody czy rozbite szkło – z daleka.

Jednocześnie dając wolność i beztroskę. Skakanie po kałużach, krzyk w złości, turlanie po podłodze, odmówienie czegokolwiek – to prawo człowieka a zatem i dziecka.

 

Widzi moje łzy, wie, że czasem nie wiem albo, że mi się nie chce. Bo jestem człowiekiem z krwi i kości. Bo prócz ciała mam też umysł i emocje. Bo czasem sobie radzę a czasem nie. Nie ma człowieka, który cały czas się uśmiecha lub któremu wszystko zawsze się udaje. A rodzic to też człowiek. Jeśli chcemy zrozumieć nasze dziecko to musimy postarać się by dziecko zrozumiało nas. Dojedzie do tego jeśli pokażemy mu się jako ludzie, tacy jak ono.

Jednocześnie wie, że jestem zawsze jeśli mnie potrzebuje i nie osaczam jej własnymi zmartwieniami. Wszystko ma swoje granice. Nie obarczam dziecka zmartwieniami. Nie mogę pozwolić by moje dziecko martwiło się o rodziców, niech nie staje się małym dorosłym.

 

Noszę, tulę i całuję. Kiedy tego chce a ja mogę. Zawsze i wszędzie. W nosie mam, że ma sprawne nóżki, że coś tam. Wierzę, że nie ma nic lepszego dla rodzica niż dziecko, które wyciąga w górę rączki by opleść je wokół szyi dorosłego. Co z tego, że gotuję obiad, zmywam, cokolwiek. Miłość i bliskość nie ma dla mnie terminarza.

Jednocześnie mówiąc normalnie. Zdarzyło mi się zebrać krytykę, że razem z Adamem mówimy do dziecka normalnie (cokolwiek to znaczy). Dla nas to znaczy tak, jak do siebie nawzajem. Nie zdrabniamy przesadnie, nie zmieniamy słów na potrzeby dziecka bo to nie jest autentyczna potrzeba dziecka a jedynie błędne wyobrażenie dorosłego, że tak łatwiej maluchowi coś zrozumieć.

 

Mówię próbuj i sama próbuję. Staram się bardzo nie być hipokrytką. Jeśli nie chcę czegoś zjeść bo mi nie smakuje, odrzuca mnie czy cokolwiek innego, jak mogłabym narzucać zjedzenie tego dziecku. Albo zamykać się w domu i kazać dziecku wyjść do ludzi. Albo kazać czytać książki gapiąc się w telefon. Cokolwiek. Rodzic-dziecko. Lustro.

Jednocześnie pozwalam mieć własne zdanie i opinię. Są sytuacje, kiedy dziecko próbuje coś co okaże się nieposzanowaniem wyznaczonych granic. A granice są nie do przejścia jeśli wszystkim w rodzinie przynoszą korzyści, a ich przekroczenie wyrządziłoby krzywdę. Do wszystkich odnoszą się na równi i z szacunkiem.
Ale są sytuacje, w których moje dziecko może mieć zupełnie odmienne zdanie od mojego i choć krew mnie zalewa niewiele mogę (nie chcę) na to poradzić. To tyczy się spraw ważnych i nie ważnych, pierdół nawet. Chcę nauczyć dziecko asertywności. Nie zrobię tego wymagając ślepego posłuszeństwa a pozycja rodzica nie jest żadnym ku temu powodem.

 

Opowiadam, tłumaczę, uprzedzam. Wszystko od pierwszej chwili życia. Że teraz zmienię pieluszkę, że idziemy na szczepienie, że nie będzie kolejnej bajki, że spodziewamy się gości. Absolutnie wszystko.

Ale nigdy nie kłamię i nie straszę. Że zastrzyk nic nie boli? Trochę boli. Są rzeczy, które nie podlegają dyskusji jeśli chodzi o zdrowie lub życie. Nie kłamię, że nic się nie stało choć ewidentnie widać, że się martwię. No nie bardzo to przejdzie.

 
 
spokojne-dziecko.jpg
 
 

Perspektywa i empatia. To moje dwa słowa klucze w wychowaniu dziecka

Co dla mnie oznacza, że dziecko jest spokojne? Nie to, że przesypia całą noc i nie to, że potulnie godzi się na każde zalecenie rodzica. Nie to, że siedzi cicho. Dziecko spokojne to nie dziecko które nie ma własnego zdania, nie to, które wszelkie emocje ukrywa dla siebie. Dziecko spokojne to dziecko rozumiane. Bo nie ma w nim strachu, że musi wykrzyczeć to co chce by było zauważone i usłyszane.

Dziecko spokojne to dziecko szanowane i akceptowane takim jakie jest. Dziecko spokojne to dziecko szczęśliwe. Dziecko spokojne to dziecko, które może tupnąć, ma własne zdanie, które czasem krzyknie. Nie dlatego, że jest bezsilne ale dlatego, że każdemu czasem zdarzy się krzyknąć. Dziecko spokojne to dziecko, które może płakać, złościć się tak samo jak cieszyć. A kluczem jestem tu ja, jako rodzic i jako odbiorca i nadawca informacji zwrotnej. To ode mnie, a nie od dziecka, ten spokój właśnie wychodzi w postaci akceptacji dziecka w dziecku. Moje dziecko może żyć i być sobą a wychowanie to kształtowanie nie dla naszego chwilowego spokoju a dla całego teraźniejszego i przede wszystkim przyszłego życia naszego dziecka. Nie wychowujemy dla siebie a dla niego. Dziecko spokojnie to nie to samo co dziecko grzeczne. To dziecko szczęśliwe.

Jaki jest mój sposób na spokojne dziecko? Pozwolić dziecku być dzieckiem.

 

 

 

 

 

 

spokojne-dziecko.jpg

Mama, socjolog, blogerka. Niepoprawna optymistka.
Cierpliwie łączę obowiązki z pasjami, odkrywam uroki wyzwań ambitnej mamy z prawdziwym i codziennym macierzyństwem. Książkoholiczka kochająca dobre jedzenie i nietolerująca ściemy. Pasjonatka urokliwych miejsc i ładnych rzeczy.

Może spodoba ci się

Nie, nie, nie. Czego nieświadomie uczymy swoje dzieci?

Ciemno, ciemniej. Dzieci w piekle depresji

Prezenty. Zastanów się, kogo chcesz uszczęśliwić.

Biegnij, to może się przewrócisz!

Co się stało, kiedy zrozumiałam, że jestem mamą?

13 sekretów, które zdradzę Ci o sobie

Samodzielność 3-latka w przedszkolu

Zwierzak w prezencie. Genialny pomysł czy wielka pomyłka?

Szacunek do starszych i to, co mi w nim przeszkadza.

Jak stworzyć szczęśliwego człowieka?

Najbardziej stresujący styl wychowania o jakim słyszałam.

Tosia papa. Ostatnie chwile z naszym pupilem.

Święty Mikołaj to przeżytek. Nie chcę oszukiwać swojego dziecka.

Dorosłe dziecko. Jak odebrać dzieciństwo dziecku i dojrzałość dorosłemu

3 myśli, od których zapala mi się czerwona lampka

Macierzyństwo zmienia kobietę. To źle?

Mój apel o szacunek dla maluszków.

Nie bądź ananas, bądź miły dla nas!

Od tych tekstów mamo, jeży się włos na głowie.

Nadać imię szczęściu. O największym błędzie jaki popełniłam w ciąży

Co zrobić by dziecko przespało przynajmniej 10 godzin. Tajemne triki na spokojny i długi sen.

Niesamowite fakty i mity na temat noszenia dziecka

Tego dziecka nie uczę. O oddawaniu krzywd i zemście.

Jak zniechęcić dziecko do lekarzy

Nagła śmierć łóżeczkowa (SIDS) – jak możesz uratować swoje dziecko

Większość z Was zapomniała o tym wychowując dzieci…

Bez mamy – jak to jest być samotnym ojcem? Wywiad

W czym Ci dziecko nie pomoże. Macierzyństwo planem naprawczym związku.

Moje dziecko lepsze? O tym, że nic nie spadło mi z nieba.

Zdziwisz się, jaka muzyka oczaruje Twoje dziecko

Wyprawka do żłobka i przedszkola + podpisywanie wyprawki

Żłobek i przedszkole – podsumowanie najlepszych wpisów

Macierzyństwo to monotonia, nuda i rutyna? Przekonaj się jak to jest naprawdę!

Macierzyństwo to więzienie.

20 rzeczy, o których warto pamiętać wybierając żłobek lub przedszkole

Zabobony i przesądy, które pomagają zajść w ciążę

Jedna jedyna rzecz, która zniszczy każdą najlepszą relację a miłość zamieni w nienawiść

Bałagan? Jaki bałagan? Królewna idzie napić się kawki.

9 sytuacji, które trzeba przeżyć żeby zrozumieć matkę.

Najlepsze rady macierzyńskie, jakie kiedykolwiek otrzymałam.

Noszone dziecko, szczęśliwa rodzina. O chustach i nosidłach.

Szczerość. Trudna sztuka nie tylko od święta.

Dzieci – śmieci?

O tym, skąd u dzieci biorą się niechciane zachowania

Klucz do szczęścia

#6 Najlepsze książki dla dzieci rozpoczynających przygodę z przedszkolem

Wyprawka. Dowiedz się na co zmarnowałam pieniądze.

Dla babci i dziadka. Życzenia-marzenia.

Co zrobić, by zniszczyć dziecku obecne i przyszłe święta?

Monitor oddechu – dla kogo, po co i czy warto?

10 rzeczy, które kochamy w ojcach

Jestem mamą. Jestem super.

Mamo, ja Ciebie wzywam na dywanik!

Szydełkowe inspiracje na Boże Narodzenie

Mamo, jesteś najlepsza!

Rodzicielstwo zaczyna się od rodziców

Co zrobić żeby 500+ nigdy się nie skończyło

Niegrzeczne dzieci nie istnieją. Dorośli? Owszem…

Niewygodne fakty, które MUSISZ zaakceptować!

Jak ułatwić dziecku start w przedszkolu?

Najlepsze książki – poradniki dla rodziców przyszłych przedszkolaków

Głupi nie wie, że jest głupi

A co jeśli mnie się nie spieszy…

Perfekcyjnie nieperfekcyjni. Czy sami siebie oszukujemy?

10 bezwzględnych tekstów matek, których nienawidzą bezdzietne kobiety.

  • Trochę odejdę od tematu, ale opowiadasz że rodzice mówią o dzieciach w ich obecności że są marudne, że księzniczki, itp. I tak mi się skojarzyła pewna sytuacja. Ostatnio w jednym z fun parków ojciec kazał synowi posprzątać po sobie piłeczki. Pani nadzorująca stwierdziła że nie ma takiej potrzeby, niech się dzieci bawią a sprzątanie zabawek należy do jej obowiązków. Na co tatuś w obecności syna odparł: “niech posprząta, może przynajmniej trochę schudnie bo gruby jest”. Także ten…rodzice chyba nie znają granic.

    • Zbieram szczękę z podłogi…

  • Danuta Brzezińska

    Zastanawiam się często jak to jest, żeby jeździć samochodem trzeba zdać na prawo jazdy, żeby wykonywać pracę np. nauczyciela trzeba mieć studia kierunkowe i kurs pedagogiczny, a żeby być rodzicem? hm, nic nie trzeba zdawać. Nie ma też recepty na spokojne dziecko, każde jest inne.

    • Też się nad tym zastanawiałam. A jeśli już szukać recepty to mam swoją: zrozumienie, akceptacja, szacunek. A spokojne dziecko to tylko metafora.

  • Bardzo podobają mi się fragmenty o noszeniu i słowo lustro. Bardzo prawdziwe

    • Też mi się tak wydaje, dzięki.

  • Holly Lu

    To wszystko w przypadku twojego dziecka sie sprawdza, u innych może nie zadziałać. Bo dziecko to niedojrzały emocjonalnie mały człowiek.

  • Sylwia Antkowicz

    Ja twierdzę, że nie ma grzecznych i niegrzecznych dzieci, jak coś to niegrzeczne jest zachowanie. Ale nikt z całości nie jest zły. Poza tym to też zbyt ogólne, bo każdy pojęcie “grzeczny” może uznać za coś innego. Nie wiem, czy dzieci muszą być spokojne. Zależy w jakim znaczeniu. Moja córka akurat przy mnie często płacze, ale podobno to dlatego, że dziecko przy mamie wie że nie musi tłumić emocji i może być w 100% sobą. Bo przy tacie jest właśnie “spokojna”. Ze mną ucieka w sklepie na zakupach, z tata idzie za rączkę itp. No, ale może to też inny powód, bo ja to raczej jestem “miękka” i pozwalam na dużo.

  • Akceptacja akceptacją, ale charakter też każde dziecko ma inne. Niby mam trójkę dzieci, a każde jest totalnie inne.

  • Hah, ja nazbyt często słyszę “jaka ona grzeczna” a stoi obok mnie rodzic dziecka, które przesypia około 20 godzin an dobę xD

    • Nieźle haha. Dlatego czasem nie komentuję 😉

  • Kasia Esme

    Zgodzę się z poprzedniczkami, że każde dziecko jest inne. Zgodzę się również z tym, że dziecko jest niedojrzałe emocjonalnie. I chyba właśnie nasza w tym rola, aby dziecku pomagać w tym dojrzewaniu.

    Jestem mamą dziewczynki w wieku 2 lata i 4 miesiące. Jest to wiek, kiedy emocje zaczynają przybierać różne barwy. Pojawia się złość, bezradność, smutek i rożne inne trudne emocje, z którymi ciężko sobie poradzić. Mogłabym tu teraz wiele napisać, ale powstałby z tego pewnie post 😉
    Opiszę zatem tylko jedną sytuację z naszego życia. Córcia jest dość temperamentna i szybko się złości i niecierpliwi, jeśli nie osiąga zamierzonego celu (obojętne czy chodzi o zabawkę, która nie chce współpracować, czy o to, że odmawiam jej zjedzenia kolejnego ciastka, które ciocia wystawiła na stół). Kończy się to złością, łzami i próbą wytłumaczenia mi czegoś krzykiem. Rzecz w tym, że ja w tym momencie zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć, co ona do mnie mówi. Nie dlatego, że nie chcę. Po prostu taka mowa jest niezrozumiała. Za każdym razem jej tłumaczyłam, żeby spróbowała przestać płakać i powiedziała mi to spokojnie, bo ja nie rozumiem. Po kilku dniach okazuje się, że ja jej już nie muszę prosić, żeby powiedziała spokojnie. Ona sama bierze głęboki wdech i opowiada mi spokojnie (choć głosem łamiącym się od łez), w czym problem. I widzę, że powolutku dochodzimy do tego, że zamiast od razu złościć się i płakać, będzie tłumaczyć, w czym problem. I wcale nie chodzi mi tutaj o to, że łzy czy złość są złe. Absolutnie. Chodzi mi o to, że moje dziecko odkryło, że nie potrzebuje krzykiem i płaczem zdobywać mojej uwagi i mojego zrozumienia. A co w sytuacji, gdy “nakręci się” tak bardzo, że nie potrafi się uspokoić? Pytam, czy chce się przytulić. Zawsze korzysta i zawsze jej to pomaga. Bo wie (nawet jeśli nie jest to w pełni świadome), że kocham ją z całym jej wachlarzem uczuć i emocji, że ją wspieram w trudnych momentach, że moja miłość jest bezwarunkowa.
    A poza tym to podpisuję się pod każdym punktem, który tu napisałaś. Łącznie z brudnymi ubrankami i skakaniem po kałużach 😉

    • Dokładnie. Brawo dla Was! Mnie w ogóle nie chodzi o ten upragniony przez wielu spokój u dzieci. Chodzi o ich zrozumienie. A ewentualne i upragnione spokojne dziecko jest jedynie czasem bardzo miłym dodatkiem 🙂

  • przetarte szlaki

    Bardzo wartościowy wpis, choć nie do końca akceptuję takie podejście. Nie zawsze doceniamy empatię osób, które nas otaczają i nie chciałabym zostać źle zrozumiana – empatia jest ogromną potrzebą dzisiejszego społczeństwa – ale jeśli już się pojawia to ludzie to wykorzystują. A dzieci niestety uczą się od rodziców. Czasem więc warto zacząć nie od dziecka, a od tego, kto daje mu przykład 🙂

    • Zdecydowanie jestem za tym, że zawsze należy zacząć od siebie 🙂

  • Renata Pawlowska

    Wartosciowy wpis, brava 🙂

    Pozdrawiam serdecznie

    Renata

  • Wiadomo, że pozytywny przekaz wniesie więcej niż negatywny. Sama wiele razy to obserwowałam, nie tylko wśród dzieci. 🙂

  • Podoba mi się to zdanie “Moje dziecko nie jest spokojne, ono jest sobą.”. Ja myślałam, że moje dziecko będzie spokojne, bo u nas w domu jest ciepło, spokojnie, bez kłótni, wesoło. A guzik! Jakiż temperament może mieć 8 miesięczny bobas! Co za szalona dziewczyna! 😀 Muszę to przyjąć, pomóc jej i kochać.. Moje dziecko nie jest nadpobudliwe, ono jest sobą.

    • Dzięki! No własnie. Rodzic może wiele, ale osobowości dziecka i jego temperamentu nie zmieni i niech nawet nie próbuje 🙂

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Dużo zależy od temperamentu dziecka. Mój synek ma dopiero 9 miesięcy, 5 miesięcy był bardzo spokojny, spał całe noce. Teraz troszkę się odmieniło 😉 Ale przynajmniej wesoło jest 😉

  • Bardzo ciekawy artykuł, obecnie nie posiadam dzieci i nie spieszy mi się do tego, ale może i ja kiedyś przyjmę takie stanowisko 🙂

  • Sandra Nowicka-Nowak

    Przede wszystkim empatia i zrozumienie- to klucz dotego aby mieć dobrą relację z dzieckiem. A to czy jest spokojne czy nie to już raczej kwestia naszej reakcji wcześniejszych.

  • Świetny artykuł. Mamy nadmierną skłonność do szufladkowania i oceniania. A przecież nie tędy droga

    • Dziękuję. A to szufladkowanie często wiele odbiera nam samym.

  • Maluch w domu

    Konkretnie i rzeczowo. Teorię zna każdy, czasem trudno w natłoku obowiązków przerzucić ją na praktykę.

  • Karol Słobodzian

    To o czym piszesz, jest często wykorzystywane jako technika manipulacji. Możesz mówić dziecku, że jest małym tyranem i… ono właśnie będzie jeszcze większym. Możesz je chwalić i doceniać za to, że jest takie spokojne i potrafi się zająć sobą i…. dziecko jest spokojniejsze i potrafi spędzać czas same ze sobą świetnie się przy tym bawiąc 🙂 Zapraszam czasem do siebie, tam więcej takich technik: http://www.SprzedajeBoLubie.pl

    • Dokładnie tak! I to żadna tajemnica a prosta sztuczka.

  • W samo sedno! Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami!;)

  • Sposób na spokojne dziecko? Zmęczyć je!!!. Ale to już moje zawodowe “zboczenie” wfisty. Ruch od kiedy tylko to możliwe pozwala na rozładowanie energii i napięć jakie codziennie targają dziećmi. 😉

    • Haha, no i rozwiałeś ostateczne wątpliwości 🙂

  • Ciekawy artykuł. Też uważam tak, jak Ty 🙂

  • Bebe Talent

    Dzieci maja skłonność do spełniania oczekiwań. Jeśli spodziewamy się, że będzie niegrzeczne, tak też o nim mówimy, to niby jakim cudem i dlaczego miałoby być inaczej?

    • Właśnie dokładnie o to chodzi. Dziękuję!

  • Marta Korotko

    Przybijam Ci mocną piątkę! W moim domu jest dokładnie tak samo. Każdy z nas ma prawo mieć gorszy dzień, lepszy humor, nie mieć apetytu czy tupnąć nóżką, bo tak! Szanujemy siebie, żyjemy w zgodzie ze sobą, czasem zagryzamy zęby, bo są słabsze dni, ale jesteśmy dla siebie pełnoprawnymi członkami rodziny z możliwością do wyrażania własnych uczuć, bez strachu, że ktoś nas za to rozliczy czy skrytykuje.

    • Gdzie jak nie w domu przez duże D :*

  • Żyć nie umierać

    Mam 3 dzieci. Każde z nich jest inne. Inaczej przesypiali nocki jak byli niemowlakami, inaczej zaczęła się ich przygoda z jedzeniem lub w innej kolejności coś tam się u nich zaczynało itp. Po prostu – każdy jest inny. Zresztą tak jak i dorośli. Nudno by było, gdyby wszystkie dzieci lub wszyscy dorośli byli tacy sami 🙂

    • Byłoby za łatwo 🙂 i nudno, zdecydowanie.